Stało się to pewnego wspólnego wieczoru, kiedy ja razem z pięcioma braćmi i mamą siedzieliśmy w kuchni i spożywaliśmy kolację. Śmiałam się i żartowałam z Ryuu, moim starszym o trzy lata bratem, kiedy mama wstała i uderzając mocno w blat stołu uciszyła nasze wygłupy.
- Posłuchajcie mnie przez moment - warknęła nieco rozzłoszczona. - Koniec z tymi żartami, chcę wam coś bardzo ważnego przekazać. - Ciągnęła dalej, przemykając oko na podśmiewanie Kanato i Hayato, dwóch chłopców młodszych ode mnie, podobnych do siebie nie tylko z wyglądu, ale i też z charakteru. - Wychodzę za mąż - dopowiedziała na wydechu. Przez chwilę zamilkliśmy wszyscy, analizując to, co nam powiedziała.
- Jak to! - wykrzyknął Raito nieco oburzonym tonem głosu, machając ręką i przewracając przy tym szklankę z sokiem, który zaczął wsiąkać w haftowany obrus.
- Raito, patrz coś narobił - syknęłam przez zaciśnięte zęby, bowiem, sok zamoczył mi rękaw mojej ulubionej bluzki.
- Przepraszam - jęknął, podając mi chusteczkę. - Ale mamo! Tak szybko? - zauważyłam, że wiadomość go nie bardzo ucieszyła. Wiedziałam, że z naszej piątki, on najbardziej był zżyty z mamą i teraz obawy przed umniejszonym kontaktem wyszły na jaw.
- Och, Raito. To nie jest koniec świata - rzekła łagodnie mama. - Przeprowadzimy się do Tokio. Mój przyszły mąż ma syna, więc sądzę, że się zaprzyjaźnicie - dodała, uśmiechając się i oczekując naszej reakcji.
- Wiesz mamo - zrobiłam małą pauzę. - Cieszę się z twojego szczęścia - uściskałam ją i chłopaki też dołączyli do gratulacji, prócz obruszonego Raito.
Po kolacji udałam się do swojego pokoju by spojrzeć na to co i gdzie mam spakować. Mieliśmy się wyprowadzić dopiero za miesiąc, ale ja jak zwykle musiałam trzymać rękę na pulsie i mieć wszystko już gotowe. Bracia woleli pozostawić sprawy na koniec, zapełniając swój czas rozrywką. Nie powiem, że i ja nie lubiłam się rozerwać, ale zawsze wolałam to robić, gdy wiedziałam, że to co było do zrobienia, zostało zrobione.
Miesiąc jednak minął nam jak z bata strzelił i nadszedł ten dzień. Od rana w domu panował wielki ruch. Panowie pomagający nam wynosić meble do ciężarówki, krzątali się po całym domu, wynosząc wszystko co im mama kazała, my też nie leżeliśmy i biegaliśmy co i raz to na górę, to na dół, znosząc kartony i pudła i ustawiając je w samochodzie.
Jeszcze nie powiedziałam jak będzie się nazywała mama. Otóż jej mężem miał być niejaki Hideyoshi Ryuugamine, i tak jak mama mówiła, ma syna - Mikado, który był w wieku bliźniaków.
W taki oto sposób będę miała szóstego brata. Ciekawi mnie on, jaki jest, co lubi robić i ew ogóle, czy nas zaakceptuje, jako rodzinę?